Spróbuj przeżyć zimę w środku lasu! Rzucam ci wyzwanie!

Kolejny post z serii: czy życie na zadupiu jest na pewno dla Ciebie? Czy aby na pewno nie doprowadzi człowieka na skraj załamania nerwowego? Moja pierwsza zima w Borach Tucholskich przypomina mi pewien dowcip, przez który śmieję się do rozpuku. Jeżeli go nie znasz, zapraszam Cię tutaj – tylko nie słuchaj go w pracy, bo Twój szef może mieć mniej uradowaną minę.

Do Tomka przeprowadziłam się latem, kiedy słońce zachęcało do zwiedzania i spacerów. Biegałam w ulubionej sukience w wyraziste, kolorowe pasy i cieszyłam się piękną pogodą. Zachwycona byłam też ludźmi – teoretycznie byli, ale na tyle daleko, że nie przeszkadzali w życiu oraz, na przykład, w zbieraniu darów lasu. Przestrzeń zachęcała mnie do dłuższych spacerów z Limonką, moim, a teraz naszym psem. Czworonóg uwolniony z okowów blokowisk i z niemożności swobodnego biegania, zakochał się w wolności. A przy okazji nauczył nieco kontaktów z innymi psami i… kotami.

Teraz, kiedy zima zbliża się wielkimi krokami, muszę przyznać rację nie tylko mojemu facetowi, ale również ludziom, którzy kiedykolwiek mówili, że zima naprawdę może być trudna. I tak, tak, mieliście rację. Problem w tym, co ja teraz z tą racją zrobię. A mogę wiele, na przykład… opisać sposoby na poradzenie sobie z zimnem, szarugą i mrozami. Przed wami kilka rzeczy, na które musicie się przygotować, by naprawdę zamieszkać na wsi. Obowiązkowo, niezależnie od domku!

1. W piecu rozpalamy rano, przez cały dzień

Wielu ludzi kocha siedzieć przy kominku. Pół Instagrama tonie teraz w zdjęciach z salonu, w którym wesoło iskrzy ogień, ogrzewając najbliższą okolicę. I wszystko fajnie, kiedy ma się dodatkowe ogrzewanie. A co, jeśli nie?

U nas mamy ciepłą wodę dzięki elektryczności, jednak dom wyziębia się każdej nocy. Aby dało się w nim chodzić normalnie i nie trząść się z zimna, musimy codziennie rano wstawać i palić w kominku. Chociaż rozpalenie trwa kilka chwil, generuje sporo problemów pobocznych. Pierwszy z nich to fakt, że na początku będzie chłodno – dom nagrzeje się za jakiś czas. Nie byłby to problem, gdybyśmy jeździli do pracy. Ale zdarza nam się, zwłaszcza teraz, siedzieć po nocy nad pracą i wstawać późno – koło dziesiątej rano. Zimno utrzymuje się około dwóch godzin. Później na szczęście robi się coraz cieplej, zwłaszcza na górze chatki.

Palenie jest zabawne przez dwa, trzy tygodnie. Potem staje się ciężkie, staje się rutyną. Ludzi może drażnić to, że w domu trzeba chodzić grubo ubranym, w skarpetach, a po przyjściu do gabinetu, chować się pod kocem. Do tego ja się przyzwyczaiłam – dla mnie gorsze jest coś zupełnie innego, również związane z koniecznością codziennego palenia. Co?

Bajzel. Wielki i nieokiełznany.

2. Przygotujmy się na brud, bajzel, proch i pył

Wieś to pożegnanie się z idealnym porządkiem, zwłaszcza w zimę. Możesz, oczywiście, sprzątać codziennie, ale przy psie, kilku kotach i codziennym znoszeniu drewna oraz innych materiałów do palenia, które kruszą się okrutnie… to niemożliwe. Z moich obserwacji wynika, że musiałabym codziennie wszystko zamiatać godzinę, by dom był czysty. Nie, wcale nie idealnie wypucowany – po prostu czysty. A to dla wielu osób trochę za mało.

Pył jest wszędzie w obrębie kominka. Mamy dziwny układ chatki, ponieważ kominek stoi centralnie w środku salonu. Pył nosi się wraz ze zwierzętami, z nami, osiada na wielu rzeczach. Czasami jest nawet w kuchni, chociaż zupełnie nie rozumiem jak. Miotła i dobry odkurzacz są w częstym użyciu (zakupię prawdopodobnie sobie Karchera, odkurzacz budowlany, który może wciągać i wodę, i pył). Radzę wam dobrze wybrać sprzęt. Obiecuję, że przy takiej ilości sprzątania, żaden „miejski” odkurzacz nie poradzi sobie z drewnianym domem na wsi. A tym bardziej nie robot sprzątający, tak popularny ostatnimi czasy. Mamy jednego – ledwo zipie.

3. Zapasy są konieczne – nie tylko jedzenia

Świece, butle z wodą, zapałki, rozpałka, powerbank. Nigdy nie wiemy, kiedy prąd odmówi posłuszeństwa, a drewno, nawet pod dachem drewutni, zmoknie tak bardzo, że go nie rozpalisz w kominku. Dodatkowo, w zimę zdarza się, że auto po prostu gaśnie i rzęzi – i za cholerę go nie uruchomisz bez podładowania akumulatora (albo wezwania mechanika). Na wsi zamarznięte szyby będą najmniejszym z Twoich problemów.

My mamy pompę na prąd – bez prądu nie będzie światła, Internetu oraz wody. Definitywnie jakość życia spadnie do poziomu prehistorycznego. Wyobraźmy sobie dodatkowo, że wysiada nam samochód, a my nie mamy żadnych zapasów, które pozwoliłyby nam przetrwać. Na szczęście od czego są butle z wodą? Takie przykłady można mnożyć, bo na wsi nic nie jest pewne. Zwłaszcza na tak zabitej dechami wsi jak nasza – w środku lasu, godzinę drogi piechotą od najbliższego sklepu. Na stan naszego domu wpływa pogoda, dzikie warunki naturalne, brak możliwości wynajęcia kogoś od ręki do naprawy danej rzeczy. No właśnie, a skoro o naprawach mowa…

4. Tu każdy potrzebuje złotych rączek

W poprzednim tygodniu całkowicie wysiadł nam samochód. Ot, rano, kiedy przyszłam go odmrozić, palił jeszcze jako tako. Po dwóch godzinach stwierdził, że jednak się zepsuje. Jak pomyślał, tak zrobił. Do dentysty pojechałam tylko dzięki sąsiadowi i temu, że nie miał nic lepszego do roboty. Samochód naprawiliśmy kilka dni później. Zwlekaliśmy umyślnie. Tomek tylko raz w życiu ładował akumulator, ja nigdy. Obydwoje obawiamy się rychłej śmierci przez pokopanie prądem, więc najpierw przestudiowaliśmy kilka filmików na YT, by aby na pewno nie umrzeć nagle i z zaskoczenia.

Dowolna naprawa jest prosta, kiedy masz kogoś kompetentnego do pomocy lub kiedy mechanik jest kilkaset metrów dalej. Tutaj jesteśmy zdani głównie na siebie – i wiedzę z sieci, która czasem naprawdę ratuje życie. Warto więc, zaczynając swoją przygodę na wsi, nauczyć się kilku przydatnych rzeczy. A także wiedzieć jak wygląda sieć elektryczna w domu, którędy idą rury, czy jak dom jest skonstruowany – choćby tylko po to, by sprawniej wyjaśnić specjalistom, co nam się popsuło.

Dopóki mieszkasz w bloku, zawsze znajdzie się ktoś, kto oberwał od tej samej awarii – a jeśli jest obeznany lub obrotny, to zadzwoni do administracji, po specjalistów, albo przynajmniej wyjaśni ci, co robić. Często jest też jakiś landlord, na przykład właściciel wynajmowanego mieszkania, który po prostu musi zająć się większymi naprawami za ciebie. Mieszkając we własnym domu już nie masz tych wszystkich ułatwień. A mieszkając z dala od głównej drogi, do tego w wyludnionej leśnej osadzie – musisz pogodzić się z tym, że większość napraw trzeba będzie wykonać osobiście.

5. Nie boimy się pustki i krzyków mordowanej kobiety

Ostatniego punktu nie mogłam ominąć, bo jako ludzie nowocześni lubimy rozrywkę, piękne widoki, podróże. Chociaż Bory są cudowne latem, kiedy można po nich biegać, a nad jeziorami i rzekami uprawiać sporty wodne, w zimę ich wspaniałość nieco ucieka. Las jest szary, czasami wręcz mroczny. Ciemność, która zapada około szesnastej, nie zachęca do wieczornych spacerów. Domy kupione przez letników i zamieszkane tylko w wakacje, straszą pustymi oknami w przytłumionym świetle latarni. I nie byłoby to takie złe – mamy w końcu latarki.

Najgorsze są krzyki mordowanej kobiety. Dobiegają z wąskiej rzeczki, wpadającej do naszego zamulonego na siedem metrów jeziora. Można je słyszeć co kilka nocy – są tak doniosłe, że pies odmawia dalszych spacerów. Nawet czarny kot zawraca z drogi i chowa się za nami.

Naprawdę nie żartuję – po nocach słychać tu mrożące krew w żyłach wrzaski.

Oczywiście to nie duch (duchy objawiają się inaczej), a tylko ptak. Ale kiedy idziesz sobie spokojnie ścieżką i nagle po boku słyszysz wrzeszczącą kobietę, zapewniam, efekt jest taki, jakby zobaczyć zmorę.

Albo pod oknem w ciemności nocy zaczyna ci coś sapać. Albo rano znajdujesz dziwne ślady na ziemi wokół domu. Albo jakaś tajemnicza istota zrobi ci gigantyczną kupę na ganku. Przyroda tutaj jest równie wspaniała, co porąbana. I to też jest coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka, a z czym trzeba nauczyć się żyć.

To w sumie kilka najważniejszych uwag co do przetrwania zimy na wsi. W sumie dopiero po świętach będę wiedzieć naprawdę, jak to jest mieszkać w tych stronach. I jeśli to przeżyję, będę z siebie dumna. I być może naprawdę poczuję się wieśniaczką. Bardzo, bardzo bym tego chciała.

A wy? Nadal macie ochotę na drewniany domek w środku lasu?

Jedna myśl na “Spróbuj przeżyć zimę w środku lasu! Rzucam ci wyzwanie!

  1. Witam!
    W Borach Tucholskich jeszcze mnie nie było, ale zaliczyłam bory beskidzkie. Moje dzieciństwo spędzone na łonie natury gra w mojej duszy do dziś…Kominek faktycznie strasznie zadymia otoczenie, ale widok ognia rekompensuje inne niedogodności. Takie miejsca mają to do siebie, że kuszą swobodą bycia. Nigdzie indziej wolność tak nie smakuje! Aż dziw bierze, że natura przemawia nocą wrzaskiem kobiety…Ci, którzy nie mają odwagi, niech lepiej pozostaną w mieście!
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry