Jak robić biznesy w lesie?

Żyjąc w drewnianym domku pośrodku Borów Tucholskich, z leśnymi drogami i z wiecznie psującym się samochodem, możemy zarabiać tylko zdalnie. Do najbliższego miasta mamy ponad 30 kilometrów. Do metropolii, w której łatwo byłoby znaleźć zatrudnienie z naszymi kompetencjami – ponad 100. Nawet uzupełnienie zapasów wymaga wyprawy, często trwającej pół dnia. To dzięki niej możemy upolować jedzenie i wysłać paczki z poradnikiem Tomka.

Praca zdalna ma plusy i minusy, o których niewątpliwie wiedzą wszyscy korzystający z jej dobrodziejstw i przekleństw. Z jednej strony, nienormowany czas – z drugiej, robota w nocy, późnym wieczorem, w weekendy. Dowolność i elastyczność – jeżeli tylko nie zaskoczy cię deadline. Na wsi, gdzie sieć internetowa nie zawsze chce współpracować, zdalne wykonywanie zleceń, wyszukiwanie ich i rozliczanie się sprawia czasami kłopot. Ale jednocześnie uczy organizacji na wysokim poziomie i daje szansę na rozwój osobisty, a także rozwój swoich produktów.

Nad czym teraz pracujemy?

Coraz rzadziej zajmuję się projektami klientów. Od dawna nie piszę już 50 tysięcy znaków w tygodniu za niskie stawki, nie głowię się jakiego maila ofertowego napisać, by zleceniodawca zwrócił na mnie uwagę. Znalazłam się w wygodnej sytuacji: mam wystarczająco wielu stałych lub powracających klientów, którzy zapewniają mi wystarczający przychód. Czasem tych zleceń spływa aż zbyt wiele. To mi nie przeszkadza – wręcz przeciwnie. Zmusza jednak do lepszej organizacji pracy.

Jak najwięcej czasu staram się poświęcać naszym wspólnym przedsięwzięciom, sprzedaży poradnika i innych usług związanych ze Spiskiem Pisarzy czy dopiero raczkującymi Dziwnymi. Chcemy pochylić się również nad wydawnictwem, które powoli powstaje w naszych marzeniach. Do tego zajmuję się wydaniem książek napisanych jeszcze w zupełnie innym momencie życia – żeby pokazać światu to, na co czytelniczki I tomu Trylogii Różanej czekają.

Poza tym – zbliżają się święta. Pracujemy głównie nad zakończeniem powziętych w tym roku projektów i skupiamy się na świątecznej atmosferze. Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem zakochana w tej porze roku!

Co nam nie wyszło?

Kilka z rzeczy, za które się zabraliśmy, okazało się totalnym niewypałem. Ale to tak totalnym, że już nigdy nie chcemy do nich wracać – nawet jeśli będziemy przysłowiowo przymierać głodem (co nie grozi, bo właśnie od tego jest racjonalne oszczędzanie). Pierwszą z takich działalności jest stawianie stron WWW dla klientów. Zajęcie żmudne, wymagające ogromnych nakładów czasu. Obiecujące pod względem zarobków, ale o wiele bardziej kłopotliwe niż pierwotnie zakładaliśmy. Wiecie, własne strony potrafimy postawić w dzień. Nasz najdłuższy projekt dla klienta ciągnie się już od czerwca, a pieniędzy jak nie było w całości, tak nie ma.

Drugim failem jest przede wszystkim moja ukochana, jak mogłoby się wydawać, praca wirtualnej asystentki. Uwielbiam motywować i być motywowaną. Lubię ścisłą współpracę, której owocem będzie świetny produkt elektroniczny lub – o matko, tak! – książka. Ale tylko jeżeli pracujemy na tym samym poziomie z pracodawcą, a nie gdy ten jednocześnie uważa, że jesteś „gorszy” od niego (bo np. masz mniejsze doświadczenie), lecz i tak powinieneś robić i kumać dużo więcej niż on sam. Dodatkowo za pieniądze, za które ledwo zapłacisz ZUSy.

W taką sytuację wpadłam przez zbyt dużą empatię i brak umiejętności mówienia „nie” ludziom, którzy znajdują się w opałach, choćby tylko biznesowych. Wirtualna asystentka nieraz współpracuje ze zleceniodawcą bardzo blisko – zdarzają się zadania prywatne, takie jak odnalezienie lekarza czy wybór prezentu dla żony (potwierdzone info). W moim przypadku wykorzystałam swoje umiejętności i energię na projekt, w który wierzyłam i sądziłam, że długo będę jego częścią. Nieważne, że wielokrotnie czułam się niedoceniana. Nieważne, że zostałam potraktowana z góry i niesprawiedliwie. Pod względem charakteru, robota była świetna. Pod względem człowieka – już nie. Oczywiście, nie jest tak zawsze. Wiem jednak, że w codziennej pracy tego typu wolę wspierać Tomka, nie zaś obcych. Wolę mocować się przy biznesach, które są w połowie moje.

Własne produkty – jak to fajnie jest je mieć!

I jeszcze ostatnie zdania w tym wpisie ode mnie – własne produkty, super je mieć. Super jest je przygotowywać, dlatego w nowym roku wypuszczę przynajmniej trzy książki. Dlatego chcemy maksymalnie poświęcić czas na przygotowanie zeszytów ćwiczeń, kursów online z feedbackiem i rozwijać nasze marki. I korzystać z dobrodziejstwa poradnika Tomka, o którym on zaraz coś więcej napisze.

W lesie można rozkręcać biznes

Tomek: No właśnie, Angie pisze już o tym, że zamierzamy iść we własne produkty, czyli książki papierowe, e-booki, kursy – a nie tylko w usługi, czyli copywriting, redakcję, korektę. Raz napisaną książkę sprzedasz kilkudziesięciu osobom, kilkuset, kilku tysiącom. I zrobisz to niewielkim wysiłkiem, bo wtedy to już będzie tylko kwestia promocji i logistyki. Żeby obsłużyć taką samą liczbę klientów na usługi, narobisz się potężnie. Każdemu przecież trzeba poświęcić tyle czasu, ile sprawa wymaga.

No i, co najważniejsze – tworząc własne produkty, tworzysz coś swojego, wedle swojego osądu i we własnym tempie. Żeby mieć podobną swobodę przy świadczeniu usług, trzeba trafić na wyjątkowo wyluzowanego klienta.

Gdybyśmy próbowali czegoś takiego jeszcze dziesięć lat temu, w epoce sprzed mobilnego internetu, mielibyśmy o wiele trudniej. Nasza wioska nie ma światłowodu, a nasz dom nie ma nawet stacjonarnego telefonu. Nie potrzebujemy mocnego łącza, ale musimy mieć stabilne – inaczej nie da się robić internetów! 🙂 No ale teraz nie ma takiego problemu. Można mieszkać w puszczy, w górach i w zapadłych wioskach, a jednocześnie pracować zdalnie dla międzynarodowych korporacji, obsługiwać klientów z drugiego końca świata, no i rozwijać biznes o krajowym, albo i globalnym zasięgu.

Szczerze, aż dziwię się, że tak mało osób korzysta z pracy zdalnej. I celowo używam sformułowania „praca zdalna”, a nie freelance czy „własna firma”. Freelance i własny biznes oznaczają brak pewności co do dochodów – jeszcze się nie zdarzyło, żebym nie miał na rachunki, ale fakt faktem, że nie zawsze wiem, ile kasy wpadnie w danym miesiącu. Tego kłopotu nie mają ludzie pracujący na etacie, tylko że zdalnie. Jeśli możesz być w takiej sytuacji, serio, korzystaj.

I jeszcze jedna rzecz: to wszystko brzmi, jakbyśmy mieli sporo hajsów, albo jakoś uprzywilejowaną pozycję. Ho, ho, własny dom w pięknej okolicy, biznesy, prezesy. Tymczasem nic z tego, co robimy, nie wymaga dużych inwestycji. Dom na zadupiu jest o wiele tańszy od mieszkania w dużym mieście. Kiedy się tu przeprowadzałem, traktowałem ten ruch również w kategoriach oszczędności. Nasze koszty życia są bardzo niskie. Nasz biznes wymaga głównie nakładów pracy, a nie potężnych inwestycji.

Skoro możemy połączyć dwa marzenia, życie blisko natury i, na gruncie finansowym, tworzenie czegoś pod siebie – dlaczego mieliśmy nie spróbować? Zwłaszcza że pod wieloma względami takie połączenie jest prostsze i tańsze niż gnieżdżenie się w mieście i dojazdy do biura.

9 myśli na “Jak robić biznesy w lesie?

  1. Super sprawa, mam nadzieję, że mi się też uda zrealizować marzenia o pracy z domu – nie będę musiała posyłać synka do żłobka i będę mieć więcej czasu na realizowanie się w tym co lubię robić, a dodatkowo na tym zarobię.

    1. Aneta, nawet jak będziesz pracować w domu, ciężko jednocześnie pracować i zajmować się małym dzieckiem. Przerabiałam to, i nawet w sytuacji kiedy zarówno ja, jak i mąż, pracowaliśmy w domu, trzeba było na parę godzin dziennie zorganizować dodatkową opiekę do dziecka. Przy czym jeśli opieka odbywała się w domu to i tak maluch miał swoje potrzeby i chęci, najczęściej kończyło się wdrapywaniem mamie na kolana, no i nici z pracy.

  2. Przyzaję, że zazdroszczę Ci, że mieszkasz pośród drzew, biznes można robić z każdego miejsca, nie koniecznie dojeżdżając do pracy kilkanaście kilometrów, i do tego jeszcze jej nie lubiąc. Tutaj masz to co kochasz, i to się liczy! Pozdrawiam

  3. Praca zdalna, w dodatku w tak pięknym miejscu, jakim są Bory Tucholskie – wchodzę w to! Fajnie, że na Was trafiłam. 🙂 Trzymam ogromnie kciuki za przyszłoroczne cele! I pozdrawiam z Borów także 😉

  4. Domek w lesie! 😀 Moje marzenie. Nie wiem tylko, czy dzieci też by to doceniły w wieku lat nastu… Uwielbiam pracę zdalną i fakt, że można ją wykonywać gdziekolwiek o dowolnej porze. Czasem to męczy, ale jadnak ilość plusów zwycięża.

  5. Ale super, że możecie mieszkać na takim odludziu. 🙂 To moje ogromne marzenie. Też myślę, że fajnie jest mieć własne produkty, dlatego kończę powoli prace nad wydaniem pierwszej powieści i myślę o drugiej. 🙂 Pozdrowienia dla Was! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry