Jak przygotować plan B, skoro plan A zawiódł po całości?

W poprzednim poście pisałam o tym, że plany trzeba mieć, że warto je realizować. Pisałam o planach, które są drogowskazem ku przyszłości. Tymczasem obydwoje z Tomkiem stanęliśmy przed wyzwaniem, które śmieje nam się w twarz. Mówi: He, he, he, już dłużej nie pomieszkanie na wsi. Cieszcie się waszymi ostatnimi, wiejskimi chwilami. He, he, he.

Brzmi dramatycznie. I tak samo dramatycznie się czuję. Oboje przeczuwamy zmiany, które nastąpią w najbliższych miesiącach, a które mocno zdezorganizują nam życie i moje postanowienia noworoczne. W końcu mieliśmy na wsi, na tej konkretnej wsi letniskowej, zostać jeszcze kilka lat. Z kilku lat ostało się jednak kilka miesięcy. Powody typowo życiowe. Takie, które mogą trafić każdego. I takie, z którymi trzeba się zmierzyć, ponieważ widzimy przysłowiowe światełko w tunelu.

Problem w tym, że plany ci się rozjechały

I to bardzo. Po miesiącu spojrzałam na moje postanowienia noworoczne. Jakaś część z nich może rozpłynąć się bezpowrotnie. Chociażby plany literackie – na jesieni miałam rozpocząć pisanie serii thrillero-kryminałów, osadzonych w Smolnikach. Seria Tucholska mnie oczarowała, tak samo, jak okolica, w której dzieje się mnóstwo magii i pojawia mnóstwo duchów zmarłych. Jeszcze możecie o tym przeczytać.

Teraz, siedząc w Krakowie, bez materiałów ciężko będzie mi wrócić do tych emocji, teraz, kiedy rozmyślam podczas spacerów z psem o Kai i Maksie. Nowi bohaterowie czają się w mojej głowie i wyjdą, kiedy ich zawołam pierwszymi słowami w pliku tekstowym. Problem w tym, że Kraków to piękne miasto. Mogę w nim pisać o artystach, baristach. Nałogowo spisywać erotyczne historie, nie poświęcać się zaś bohaterce mocno… potrąconej przez życie i szalonemu facetowi, który zamierza pomóc rozwikłać jej tajemnice Jeziora Smolnickiego.

Znalazłam więc prosty sposób na to, by zamknąć te wspomnienia. Fotografuję. Z lokalnej biblioteki wypożyczam i kseruję legendy. Zapisuję rozmowy z sąsiadami, gapię się na jezioro, gapię namiętnie, byleby pamiętać. W wielkim mieście usiądę przy oknie, z którego można podglądać ludzi w mieszkaniach naprzeciwko, i na chwilę odpłynę znów na wieś.

Ale najpierw? Byłam załamana przymusem zmian.

Byłam wściekła.

Pozwól sobie na wściekłość

Pozwolić sobie na emocje – to pierwszy etap, kiedy plany definitywnie muszą ulec zmianie. Bardzo często wściekłość, istna kurwica, psuje ludziom szyki całkowicie. Rzucają oni w cholerę postanowienia i cele, bo przecież „miało być tak pięknie”. W takich momentach płacze lub po prostu idę do lasu i krzyczę. Staram się oczyścić głowę przed planem B. Dopiero wtedy, kiedy czuję się pusta i spokojniejsza, mogę zacząć działać.

Plan B jest czymś bardzo dobrym. Jest jak dubler aktora, grającego główną rolę. Jak wykorzystanie papryki zielonej zamiast czerwonej. Niby będzie w tym jakaś różnica, ale efekt – mniej więcej – pozostanie taki sam. Emocje mogą się przekształcić. Być może znajdziesz sposób na dużo bardziej efektywne zdobywanie wiedzy. Zamiast siedzieć na wsi i liczyć, że uda ci się coś zrobić, możesz pojechać na jakiś czas do miasta – by mieć pewność, że potrafisz organizować dobre, cykliczne warsztaty.

Nie miej poczucia straconej szansy. Życie jest pełne szans i niespodzianek. Chociaż nas ostro podkopuje, czasami przez przypadek wskazuje drogę, która jest o wiele bardziej… po prostu dla nas.

Nie chcę tu pisać, że na wszystko masz czas, bo jutro może potrącić cię samochód. Ale zawsze myślałam, że w życiu trzeba być jedną osobą. Mieć jedną pracę, rozwijać się w jednym kierunku, nie szukać wiatru między drzewami, bo na nic on nam się nie przyda. Tymczasem rozwijam się duchowo i z pełną świadomością mówię, że chcę mieć różne prace. Że chcę chodzić po mieście, raz na kilka dni popracować w coworkingu, spotkać ludzi na krakowskim rynku, napisać „Konesera”, erotyk osadzony w tej lokalizacji, by za kilka miesięcy oddychać świeżym powietrzem na wsi zabitej dechami. I jest w tym coś… coś pięknego.

Stwórz plan B – z nich będziesz szczęśliwszy

I broń cię, borze szumiący! Nie wycofuj się z postanowień. Do wielu z nich można znaleźć ścieżkę, która prowadzi okręgiem, ale doprowadza człowieka do celu. Z żalu nie wyrzucaj wszystkiego do kosza, nie szukaj czegoś nowego. Jeśli zapisałeś, że chcesz uprawiać ogródek, to zrób to – chociażby na balkonie, w kuchni, w mini szklarni elektrycznej, którą postawisz w salonie.

Sposobów jest milion.

Planowanie awaryjne jest nieodłączną częścią planowania w ogóle. Bycie elastycznym pozwoli ci uwierzyć, że chociaż musisz zmienić większość swojego życia, nadal MOŻESZ i CHCESZ robić wszystko po swojemu. To jest w pewnym sensie bardzo budujące i bardzo, bardzo ważne.

Zastanów się, które plany padły, które postanowienia wzięły w łeb. Pomyśl, czy jeszcze możesz je kiedyś reanimować, uratować. Pamiętaj o nich – rok ma jeszcze 11 miesięcy.

3 myśli na “Jak przygotować plan B, skoro plan A zawiódł po całości?

  1. Gniew jest super fajną trampoliną do robienia nowych, twórczych rzeczy.
    Szkoda, że kobiety są pod tym względem niestety stłamszone. Sama miałam problem z wyrażaniem i rozróżnianiem gniewu. Nie wiedziałam, o co chodzi, czemu się czuję, jak się czuję, i co z tym począć… Bo nas, dziewczyny, uczy się być grzeczne i ciche, a potem ta skumulowana gniewna energia się w nas kumuluje i doprowadza narządy wewnętrzne do choroby… 🙁
    Dlatego dzięki, że napisałaś tego posta.
    Ja tam się cieszę, że jesteście w Krakowie, może WRESZCIE będzie okazja się zobaczyć w 2020. 🙂
    Trzymaj się!

    1. Od siebie dodam, że gniew u facetów to też jest tłamszony – najczęściej przez kobiety, które się go po prostu boją. Nic dziwnego, skoro równie mocno boją się gniewu własnego.

  2. Pewne plany nie wychodzą, ponieważ to jeszcze „nie jest ich czas”. W dość dramatycznych okolicznościach musiałam przerwać swój plan, którego realizacja miała potrwać do 2022 r. Wróciłam do miasta, zrozpaczona usiadłam przed komputerem. Zaczęłam myśleć o różnych sprawach. Przejrzałam dysk z archiwalnymi materiałami. I dotarła do mnie ważna rzecz. Ten przerwany plan, związany z życiem na wsi, tak naprawdę był planem na to co zrobię, jak zrealizuję wcześniejszy plan. Ten miejski. Przeszliśmy się wczoraj z synkiem po Szczecinie – Jasne Błonia, Park Kasprowicza. Uwielbiam to miasto. Za mocno zróżnicowaną zieleń. Za mieszankę ludzi, których nie znajdzie się nigdzie indziej. Długo mnie nie było w mieszkaniu pełnym moich książek. Przyjeżdżając byłam mocno roztrzęsiona. Trudno było mi trafić kluczem do dziurki 🙂 Ale to wszystko minęło. Życiowa układanka wskakuje we właściwe miejsca. Wiadomo, nadal mam dużo obaw, ale również silne wrażenie, że właśnie teraz jest najlepszy czas by zrealizować plany sprzed kilku lat. Że teraz ten czas jest bardziej odpowiedni niż wcześniej 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry