Jak oszczędnie jeść na polskiej wsi letniskowej?

Celowo w tytule dodałam „letniskowa”, bo nasza wioska, Smolniki, różni się od innych. Mieszkańcy bardziej tradycyjnych osad nie mają dokładnie takich samych problemów jak my tutaj. Nie zmienia to faktu, że Smolniki uwielbiam i przez najbliższe kilka lat na pewno się z nich nie ruszę. Ale do rzeczy.

Wieś letniskowa to wieś, która żyje głównie w wakacje. W inne pory roku mało tu ludzi i jednocześnie mało możliwości. Sklepik-bida zamyka się już we wrześniu. Krów nikt nie posiada, jedynie kury i warzywa – ale na własne wykorzystanie. Poza sezonem nie mamy łatwego dostępu do produktów, których najbardziej potrzebujemy. W naszym przypadku to jajka, warzywa, owoce oraz mleko. Brak samochodu utrudnia, a jednocześnie… ułatwia oszczędne życie. Ale o tym za moment.

Jak to było u mnie kiedyś?

Pieniądze dla wszystkich są problemem, jasne. Każdy z nas potrzebuje jednak określonej sumy pieniędzy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – dlatego łatwo wydać za dużo, a w epoce łatwo dostępnego kredytu, więcej niż mamy. Żeby nie wykopać pod sobą dołku, warto dokładnie wyliczyć miesięczną kwotę potrzebną do przeżycia, a także prowadzić budżet wydatków. No i w tym zamierzam Wam pomóc. Bo wiecie, ludzie mówią: jedźmy w Bieszczady! 🙂 Przeprowadźmy się na wieś! Zamieszkajmy w domku drewnianym! Ile to jednak może kosztować? I czy jesteśmy gotowi na wyrzeczenia, które wynikają z mieszkania w głuszy?

Zacznijmy od kwestii żywienia, bo to moja broszka. Nie jako kobiety i gospodyni, ale jako osoby, która nie cierpi wyrzucać jedzenia. W poprzednich rozdziałach mojego życia robiłam to często i czułam się z tym fatalnie. Spleśniały chleb, gotowy obiad zignorowany na rzecz knajpy; ciasto zamiast kolacji – a więc sery i pomidor, które prosiły o zjedzenie już wczoraj, pójdą do kosza. Dramat? Jasne. Wyrzuty sumienia? Oczywiście. Chociaż odchodzi się od myślenia „inni nie mają”, ja wczuwam się w to położenie i szanuję nie tylko jedzenie, ale i własne pieniądze. Wtedy było mi wszystko jedno, bo zaczęłam lepiej zarabiać, nie musiałam się po studencku zastanawiać, czy następnego dnia posmaruję chleb nożem. Nadal, kiedy o tym myślę, czuję zawód – przez samą siebie.

Jak jest teraz, na wsi?

Tutaj nie ma słowa „marnowanie”. W końcu robię to, co chciałam robić od lat, czyli wyrzucam obierki na kompost. Z tego kompostu za rok, może dłużej, będzie można stworzyć ogródek, rabatę, albo stanowisko do uprawy pieczarek. Dożywić ziemię i przyszłe rośliny, które w niej wyrosną. Ziemia, jej dobro, własny kawałek ziemi – wielka radość. Ale, co oczywiste, nie wszystko można zasadzić, nie wszystko można wyhodować. Gospodarstwo pełną gębą to ogromna ilość pracy, na którą mnie nie stać.

Dlaczego? Po pierwsze, nie mamy przeszkolenia i wszystkiego uczymy się samodzielnie, a czasem na własnych błędach. Sam ogródek nie jest tak prosty, jak może się wydawać. Nawet mała pomyłka, jak posadzenie obok siebie dwóch „nielubiących się” roślin, może nam wyraźnie zmniejszyć plon. A dochodzą przecież jeszcze kwestie dbania o zdrowie warzyw, nawożenia, pielęgnowania gleby. Wszystko robimy też ekologicznie, czyli bez herbicydów, pestycydów i innej „chemii”. To komplikuje sprawę jeszcze bardziej, bo trudniej znaleźć rzetelne źródła wiedzy na temat takiej uprawy. Łatwo za to znaleźć teksty teoretyków i marzycieli, którzy chyba nigdy nie wypróbowali swoich porad w praktyce – już się na tym przejechaliśmy (ale to temat na zupełnie inny wpis).

Po drugie, ogródek zajmuje masę czasu i wymaga wysiłku fizycznego. A ja nie jestem tak sprawna, jakbym chciała, przez co i zakres naszych prac jest mniejszy, i tempo jest powolne. Radzimy sobie z tym na różne sposoby, o których też jeszcze napiszę. Ale już teraz warto wiedzieć: samo się nie zrobi! Jeśli chcesz mieć ogródek, musisz przy nim pracować własnymi siłami. Planuj go więc na miarę możliwości.

Pięć kroków do oszczędnego jedzenia

Oszczędności w żywieniu nie są trudne. Wręcz przeciwnie – wszystko zaczyna się w głowie. Nie musisz z dnia na dzień zostać mistrzem oszczędzania. Nie musisz też, jak my, jeść za około 50 zł na tydzień. Nie musisz też kupować domu na wsi – możesz do hodowli ziół wykorzystać swój własny balkon lub parapet. Nie dość, że dodasz mieszkaniu koloru, to poczujesz satysfakcję, kiedy roślinka wzejdzie. Co jeszcze możesz dobrego zrobić?

1. Jedz uważnie

Jedz uważnie znaczy: pamiętaj, jakie jedzenie masz w lodówce i co możesz wykorzystać kolejnego dnia. Jeśli otwierasz ser, to znajdź dla niego odpowiedni pojemnik, żeby się nie zmarnował. Jeśli zużyjesz pół śmietany – pomyśl, jak jutro możesz wykorzystać resztę. To sposoby podobne do posiłków zero waste. Zużywajmy, nie marnujmy.

To proste – po prostu trzeba lubić jedzenie. Szacunek do tego, że mamy co włożyć do garnka, również jest istotny. Wyrzucanie rzeczy dobrych, bo nie chce nam się ich jeść, to jak wyrzucanie swoich pieniędzy. Wiem, że to czasami lepszy argument niż: ktoś inny nie ma jedzenia.

Większym posiłkom można też wydłużać termin „przydatności do spożycia”, tak aby przez kilka dni nam się nie znudziły, mimo że codziennie jemy to samo. Gulasz, na przykład, można podać na kilka sposobów. Można dosmażyć placki ziemniaczane. Można w kolejnych dniach dorzucić ziemniaczane puree, ryż lub kaszę. Można każdego dnia przygotować inną surówkę. Można nawet dorzucić dodatkowe składniki, jak papryka czy ziemniaki, i zagotować ponownie. Możliwości są nieskończone – ogranicza tylko wyobraźnia.

2. Czerp z natury

Natura to złoto. Naturę też niszczymy, nie tylko dosłownie, ale też naszą wiedzę o niej – zapominamy o wielu ciekawych owocach czy ziołach. Ignorujemy rosnący wszędzie wrotycz czy krwawnik. Nie wiemy, jak wydobyć pestkę z czeremchy i jak zrobić z tego owocu nalewkę bądź wino. W lesie omijamy większość – większość! – jadalnych grzybów, bo znamy tylko borowika, maślaka i podgrzybka.

Tymczasem wystarczy sięgnąć po książki. Doczytać, co zrobić, by bez nie był trujący, podobnie jak jarzębiny. Jak wykonać dżem z berberysu – tego krzaku, który również rośnie wszędzie. Idźmy też na kurs grzybiarski lub porządnie wczytajmy się w temat. A może pójdźmy z sąsiadem, który naprawdę zna się na tym pysznym, jesiennym symbolu.

3. Zobacz, co możesz posadzić

Nie masz domu z ogródkiem? Nadal nic nie szkodzi. Wystarczy ci parapet. Z reszty czosnku czy cebuli wyrośnie Ci nowe warzywo. Zrób na wiosnę rozsadę ziół – zaoszczędzisz na kupowaniu takich samych, tylko z marketu. Przygotuj miejsce na baloty z grzybnią boczniaków w piwnicy lub zakup zestaw do samodzielnej uprawy pieczarki. W końcu pomyśl, czy nie możesz zakupić lub nająć ogrodu działkowego. Chociaż własne warzywa zajmują czas, jest kilka z nich, które naprawdę łatwo się uprawia – a to już pomoże oszczędzić i jeść zdrowiej, czyli to, co sami zasadzimy.

4. Zainwestuj w rzeczy, które pomogą ci oszczędzać

Inwestycja w dobre narzędzia kucharskie to ważna sprawa. Podobnie jak dobre noże, filtr na wodę czy szklane pojemniki. Woreczki do mrożenia sprawdzą się, jeśli masz własne warzywa i masz ich nadmiar. Dobrej jakości narzędzia ułatwiają i usprawniają pracę.

Przez to, na przykład, wykonywanie weków i przygotowywanie fermentowanych warzyw jest o wiele prostszym zadaniem. Silikonowe foremki namawiają na wypieki duże i małe, a smak własnoręcznie wypieczonych bułek jest wspaniały, jeśli mamy do tego warunki. Zmiany w przestrzeni kuchni, zakup dobrych przyborów do gotowania zmienia całkowicie patrzenie na gotowanie. Przynajmniej tak jest u mnie.

5. Przerzuć się na rower i spacer

Nie bierz samochodu do sklepu. My mamy ograniczone możliwości, więc lista zakupów musi być doskonale przemyślana. Każdy produkt to dodatkowy ciężar. Zakupy duże (na 2-3 miesiące) rób albo przez Internet, albo w tanich sklepach stacjonarnych. Jednak tygodniowe zakupy możesz w dwie osoby zrobić bez użycia pojazdu – lub wykorzystać rower.

Dzięki przemyślanej liście nie zmarnujesz jedzenia i będziesz w stanie oszczędzać. Oszacujesz, ile jedzenia potrzebuje twoja rodzina i sporządzisz odpowiedni budżet. Innymi słowy, zaczniesz świadomie jeść i świadomie kupować.

A to tylko pierwszy krok do tego, by zapanować nad swoim życiem, pieniędzmi i zmniejszy koszta.

2 myśli na “Jak oszczędnie jeść na polskiej wsi letniskowej?

  1. Powiem Ci, że… szacuneczek. Respekcik. Naprawdę.
    Wrotycz czy krwawnik są traktowane jak zwykłe chwasty, a przecież z takich chwastów można zrobić cuda. I ze szczawiu, i z z babki, no, mnóstwo tej zieleniny wszędzie w Paproci. Mrozić, pakować w słoje, i da się przetrwać bez zbędnego wydawania kasy.
    Ale niestety nie wyrosłam z tego, o czym piszesz, może też musiałabym się po prostu przenieść na wieś bez sklepu w pobliżu. Bo kiedy lodówka w miarę pełna, to i tak ktoś ze znajomych ciągnie na kawę/ciacho czy wege lunchyk do miasta. Jeżyckie Jądro Wszechświata jest tak obfite w różne knajpy prowadzone przez tak świetnych ludzi, że naprawdę mega trudno mi się wstrzymać. :F Walczę, ale jest strasznie ciężko.

  2. Świetnym przykładem ekologicznego uprawiania roślin jest ogród Bellingham na Kaszubach. Warto odwiedzić, posłuchać porad, zainspirować się.Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry