8 sposobów na resztki w kuchni

Leśny survival w drewnianym domku sprawił, że prawie się załamałam i poczułam jednocześnie, że żyję. Dzięki niemu mogłam lepiej budżetować i wykorzystywać jedzenie, które jeszcze pół roku temu wylądowałoby w koszu. Taki mus – wszak do sklepu jeździmy raz w tygodniu i nie mamy możliwości robić tego częściej.

Nasze moce przerobowe również są ograniczone. Kiedy zakupy wynoszą więcej niż 100zl, ich ciężar staje się uciążliwy. Problemem jest również skorzystanie z busa, bez przymusu przepychania się między siedzącymi i trajkotającymi staruszkami. W konsekwencji w mojej kuchni wykorzystuję 90% jedzenia. 10% to odpady, z którymi już nic nie zrobię, ale one zdarzają się bardzo rzadko.

Jak gotuję?

O tym będzie dłuższy wpis. Warto jednak dodać, że staram się tworzyć potrawy ze składników, które mam w domu. Na przykład część dużego opakowania jogurtu pójdzie do zupy bądź do gulaszu warzywnego. Ale część zostanie. Wielu moich znajomych zapomniałoby o tej resztce i jogurt spleśniałby, albo przynajmniej nie był tak smaczny po kilku dniach. Dlatego warto pomyśleć od razu, co z niego zrobić.

Może dodać go do zupy-krem? A może zrobić musli z owocami, świeżymi lub mrożonymi? Ja często robię z niego sos czosnkowy, w zdrowszej wersji, czyli bez majonezu. Dodaję czosnek, suszone zioła, sól i pieprz. Sos przydaje się w domowej pizzy (która kosztuje grosze w wykonaniu własnoręcznym), do ziemniaków i warzyw korzennych pieczonych lub do zwykłych frytek. Sosy będą pasować do tortilli i innych podobnych rzeczy. Dzięki codziennemu myśleniu o resztkach, w konsekwencji od razu układam jadłospis na dwa, trzy dni – by wiedzieć, co mogę zrobić.

Przy tym układaniu bazuję na wszystkich zapasach, jakie mam w kuchni. U mnie dzieli się ona na lodówkę z zamrażarką, na rzeczy „zasłoikowane”, czyli weki i spiżarnię. W zamrażalniku mam nasze warzywa z ogrodu i nadwyżkę np. kalafiora, którego nie wykorzystaliśmy przy obiedzie. W spiżarni – mąka, fasole, ziarna, makarony, cukry, przyprawy i inne rzeczy pierwszego użytku. I kilkanaście (zbyt mało na całą zimę, od razu mówię) słoików z przetworami. Wszystko to tworzy całość, bez której nie mogłabym tak swobodnie działać. I oszczędzać na jedzeniu, a przy okazji prawie w ogóle go nie marnować. Podkreślam słowo „prawie”, ponieważ każdemu z nas zdarzy się wpadka.

Kilka moich trików na lepsze i oszczędne gotowanie

Dlatego już na etapie zakupów planuję, czego mi brakuje. Razem z Tomkiem mamy mniej więcej stałe menu. Jemy bardzo dużo warzyw, z naciskiem na warzywa sezonowe. Tylko w ten sposób możemy oszczędzić na diecie wegetariańskiej. Dlatego kupujemy dynie, wybieramy buraki, dokupujemy cytrusy i kaki na promocji w Biedronce. Korzystam też mocno z moich mrożonek – zostały nam kalafiory, cukinie, patisony i fasolki. Mamy też mnóstwo suszonych borowików, które Tomek przez dwa tygodnie wynosił z lasu.

Przed wyjazdem na zakupy przeglądam, czego mi potrzeba. Cięższe rzeczy zamówiłam na końcu listopada – olej, cukry, mąkę, ketchup, majonez, ocet, etc. Teraz brakuje nam przede wszystkim sera, jajek, owoców i warzyw. Tylko po to pojedziemy na zakupy w tym tygodniu. Może, skuszona tym, że powoli zamykamy rok biznesowo, sięgnę po wino lub kalendarz adwentowy.

Nie jadę do sklepu głodna. To ważne. Głód kusi, aby kupić więcej niż potrzeba. A przede wszystkim: aby wydać pieniądze na czipsy, colę, słodycze. Nawet jeśli zdarzy nam się wyjechać bez śniadania albo zgłodnieć po drodze – kupujemy po bułce w jednej wsi, w której mamy przystanek autobusowy. Czasami w sklepie rybnym kupujemy ryby, jeżeli tylko są w dobrej cenie i świeże. Chleb – bardzo długi z piekarni w większym mieście, jest za 3 złote, ale starcza na dobre kilka dni. No i najważniejsze – cały czas trzymam się listy. Chociażby nie wiem co, lista jest święta. Chyba że nie zgadza mi się promocja, coś innego jest lepszą okazją lub zobaczę szpinak na przecenie. Wtedy muszę go wziąć, bo będę chora.

Wracamy do domu i zaczynam gotowanie. Zanim jednak zacznę je na poważnie, szukam składników, myślę, rozkminiam. W momentach zwątpienia we własną kreatywność sięgam po książki kucharskie. W końcu zaczynam magię i tworzę smaczne jedzenie (przyszły mąż potwierdza). Ale zdarza się, że nie wymierzę, że zrobię czegoś za dużo – wtedy nie zostawiam resztek samym sobie. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa w leśny survival. Przed wami 8 przykładów na to, jak nie wyrzucać swoich pieniędzy do kosza. Bo, abstrahując już od głodu na świecie – traktując zbyt lekko swoje jedzenie, pozbywamy się ciężko zarobionych złotówek.

1. Ugotowany ryż

Ugotowany ryż często zalega nam w garnku, ale to nie problem, od kiedy dowiedziałam się, że można z nim zrobić cuda. Dlatego jeśli nie dodałeś do niego przypraw, np. kurkumy czy curry, zrób go na słodko. Ryż kocha śmietankę, jabłka i cynamon. A ten najlepszy deser na świecie zasmakuje nie tylko partnerowi – ale również dzieciakom. Ryż na słodko podany w ten sposób robi cuda w domowym zaciszu, serio, serio. Wystarczy lekko podgotować go ze śmietanką 36%, dodać cukier, cynamon i starte jabłka. Dobry będzie też mus jabłkowy czy jabłka z kompotu.

Ryż nadaje się też do odgrzania w formie… placków. Tak! Je również można przygotować na słodko, z dodatkiem banana lub jabłek. Jeżeli jednak mamy dość słodkiego, ugotowany ryż przyda się przy plackach z marchewką. Zachęcam do szukania takich rozwiązań w sieci, bo jest ich naprawdę pełno.

2. Ugotowane ziemniaki/puree

Puree u nas się nigdy nie marnuje, bo Tomek je uwielbia. Ale czasami, kiedy poniesie go kreatywność, obiera zdecydowanie zbyt dużo ziemniaków. Sposób na nie to przede wszystkim stworzenie ziemniaczanych kulek. Łyżką bierzemy część puree, robimy z niego kulkę i obtaczamy w panierce. Tak, tej przygotowanej jak do kotletów. Smażymy na głębokim oleju – dzięki temu otrzymamy ciekawe, smaczne ziemniaczane kulki. Można je, owszem kupić bodaj w Lidlu, ale po co wydawać pieniądze, skoro w łatwy sposób przygotujemy je sami?

Wczorajsze ziemniaki gotowane też można przyrządzić w ten sposób, oczywiście robiąc z nich wpierw gęstą papkę.

3. Bełtane jajko (po smarowaniu bułek lub ciasta)

Kiedy piekę własne bułki, chleb lub ciasto, czasem muszę posmarować wierzch rozbełtanym jajkiem, aby błyszczał. No i to jajko później mi zostaje. Niektórzy je wyrzucają, choć łatwo je wykorzystać – następnego dnia lub wieczorem dodaję jajko do jajecznicy, a jeśli mam fantazję, używam go do przygotowania szybkich muffinek. Najlepiej jednak, kiedy rano pieczemy bułki drożdżowe, usmażyć dodatkowo jajka i dodać do nich naszą resztkę. To najprostszy sposób, o wiele lepszy od wyrzucania jedzenia.

4. Nudny obiad

Pewnie zapytacie – co to za resztka? Taka nie do końca określona? Bo w sumie taki jest niedojedzony obiad. Jeżeli wyszło nam zbyt wiele pulpetów czy sosów, najlepiej jest to zamrozić. Na takie okazje zawsze staram się mieć na wpół pustą jedną komorę w zamrażalce. Używam wielorazowych, mocnych, plastikowych opakowań lub pojemników, na przykład na zupę. Ale, jeśli miejsca na nie mamy i – gorzej – lodówka świeci pustkami, bo koniec miesiąca się zbliża, najlepiej na nowo wykorzystać to, co zostało. Z ziemniaków, jak wspomniałam, robimy kulki ziemniaczane – można do nich dodać ser. Z warzyw na parze/ugotowanych – sosik warzywny. Wystarczy dodać np. wywar z rosołu, passatę pomidorową, kilka pomidorów czy zrobić sos cebulowy. Dobry okaże się również jogurt, śmietana czy moje ulubione mleko kokosowe. Jeżeli zostają nam kotlety czy pulpety – możemy je wykorzystać na śniadanie, dodając do kanapki. Mięso z rosołu w takim wydaniu również się sprawdzi, ale wtedy koniecznie nie zapomnijmy o sosie, np. ketchupie czy majonezie lub domowym sosie hamburgerowym (mieszanina ketchupu, musztardy i majonezu). A propos rosołu – z warzyw ugotowanych również można zrobić ekstra wkładkę do kanapek.

Sos warzywno-mięsny, który jadłeś z kaszą, za bardzo cię nudzi? Spoko – dodaj przypraw, ostrej papryki i podawaj z plackiem ziemniaczanym – Twoja rodzina nie będzie miała wrażenia, że jecie to samo! Drobne przeróbki w kuchni potrafią naprawdę zdziałać cuda.

5. Naleśniki/placki

To chyba rzadko zalega nam w kuchni, ale jak człowieka poniesie z produkcją – to wiadomo. Jeżeli zostają mi puszyste placki, czy to zwykłe, czy z dodatkiem banana, najczęściej robię z nich deser, głównie w lato. Do kubko-słoika wsadzam placki, zalewam je musem truskawkowym ze śmietanką i dodaję świeże owoce. Placki fajnie nasiąkną takimi musami i będą robić za pełnoprawny deser.

Naleśniki? Da się z nich zrobić spokojnie tortillę, zapiekaną w domowym opiekaczu. Zwłaszcza grubsze naleśniki będą idealne dzięki temu sposobowi. Koniecznie nie zapomnijcie wtedy o serze, który świetnie sklei jedzonko!

6. Stary chleb

Największy problem wśród ludzi, których znam. Chleb nam zalega, a przecież starego jeść nie będziemy – po co, skoro można iść do sklepu i go kupić. Ale, ale! Stary chleb można przetworzyć w bułkę tartą. Można zrobić z niego też rewelacyjne tosty francuskie. Wystarczy w domu mieć jajka (+mleko dla większej ilości), sól, pieprz i oregano. Odpowiednio namoczony, nawet najbardziej stary chleb, cudownie rozpływa się w ustach po usmażeniu. Chlebem – środkiem – można zagęścić sosy i zupy, zrobić z nich grzanki lub po prostu tosty.

Oczywiście – spleśniałego chleba już w ten sposób nie ratujemy!

7. Owoce z kompotu

Zrobiłeś kompot z owoców? Świetnie, zużyj całą zawartość słoika! Aby nie jeść ich w takiej formie, w jakiej będą po otwarciu weka, skorzystaj z dwóch moich pomysłów. Albo i… kilku. Owoce z kompotu nadają się na taki a la dżem – po prostu je pognieć widelcem. Są doskonałe, zwłaszcza śliwki, na szybkie serowe i ziemniaczane knedle. Jabłka możesz podprażyć, aż rozwalą się całkowicie i dodać do ryżu, który pozostał w kuchni. Wtedy zrobisz dwie rzeczy za jednym zamachem z tej stanowczo zbyt długiej, ale praktycznej listy. 😀

8. Passata pomidorowa

Na końcu – moje złoto, o którym napisałam na jednej z grup dotyczących oszczędzania pieniędzy na jedzeniu. W sierpniu zamówiliśmy czterolitrową puszkę passaty pomidorowej, włoskiej, dedykowanej pizzeriom. Jako że puszka miała ładną oklejkę i lubiliśmy na nią patrzeć, zużyliśmy wszzystko dopiero w zeszłym tygodniu. Z 4 litrów passaty zrobiłam gar sosu do spaghetti na dwa tygodnie, zamroziłam w foremkach silikonowych na muffiny kilka porcji i resztę wlałam do wielorazowego woreczka plastikowego. Do tego jedna porcja 250ml poszła na pizzę domową – a dwa inne słoiczki do gulaszu warzywnego oraz do szakszuki rano. Możliwości – nieprzebrane. Najważniejsze jest jednak to, by nie pozostawić passaty samej sobie w lodówce. A najgorsze, to o niej zapomnieć.

Taka sztuka niemarnowania resztek, leży tak naprawdę w planowaniu i pamięci o tym, co mamy w lodówce. Ogranicza też wychodzenie na obiady na mieście – bo przecież część dania jest już zrobiona – można wspólnie z parterem dorobić resztę i cieszyć się ze swojej supermocy. Bo tak nazywam moje planowanie i budżetowanie w naszym drewnianym domku.

Mam nadzieję, że moje szalone pomysły na oszczędzanie ci się przydadzą. Napisz w komentarzu, jak sobie radzisz z resztkami w kuchni. A może potrzebujesz jakiegoś e-booka lub pomocy w budżetowaniu swoim jedzeniem?

15 myśli na “8 sposobów na resztki w kuchni

  1. Moda na Zero waste wciąż w praktyce ma zbyt małe odzwierciedlenie. Osobiście popieram idee nie marnowania żywności bo to jest zmorą dzisiejszych czasów.

  2. Z czerstwego chleba można zrobić fajna zapiekankę z szynką serem i jajkiem 🙂
    Co do naleśników można je pokroić i spokojnie wykorzystać jako makaron do rosołu:)

  3. Świetny wpis, przeczytałam z wielką uwagą. Leśny survival w drewnianym domku brzmi cudownie (pomimo wszelkich niedogodności). Co do żywności – warto wziąć sobie do serca Twoje rady i nie marnować niczego (jak tylko się da). Jeśli chodzi o pieczywo, to uwielbiam tosty francuskie. Są świetnym sposobem na wykorzystanie czy to chleba, czy bagietek – z bananami i syropem klonowym smakują wybornie :). Bardzo ciekawy wpis, warty zapamiętania.

  4. No to przybijamy Ci piateczkę! Należę do osób, które nie lubią marnować jedzenia. Zawsze staram się wykorzystywać „resztki” z obiadów. Z rosołu zrobię zupę, z mięsa i warzyw potrawkę lub zmielę na jakiś farsz lub pastę do kanapek. U mnie to akurat zostało wyniesione z domu rodzinnego bo moja mama zawsze dbała o to, aby nie marnować i nie wyrzucać jedzenia. Zawsze mi powtarzała, że trzeba szanować chleb oraz wszystko, dzięki czemu jesteśmy syci i zdrowi. Tak mi zostało. ☺️ Dlatego robię też przemyślane zakupy spożywcze. 😊

  5. Tosty francuskie to przysmak mojego dzieciństwa 😀 Ja w ogóle uwielbiam gotować z resztek, zawsze robię zakupy z myślą, że kupowane produkty starcza mi na co najmniej kilka zupełnie różnych obiadów 🙂 Placki warzywne, muffinki, zupy, sos do makaronu – jestem w swoim żywiole 🙂

  6. Zgadzam się, że stary chleb to najczęstszy problem! W wakacje jedliśmy czeską zupę czosnkową, w której pływał chleb (nie grzanki, ale pokrojony). Mąż stwierdził, że to dobry pomysł na resztki, ale w domu jeszcze nie próbowaliśmy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry